Chwile ········


Czy można kogoś poznać w całości? To tak, jakby ktoś uparł się narysować człowieka takim, jaki jest – i rysuje, rysuje, a ten człowiek ciągle się przemieszcza, zmienia pozycje – rysownik, gdy tylko skończy jeden portret, zaczyna drugi – w dodatku jest świadom, ze pomiędzy jednym portretem a drugim model przybierał pozy, które bezpowrotnie uleciały – stos portretów rośnie, wiedza o wyglądzie człowieka powiększa się, ktoś, kto chciałby obejrzeć wszystkie portrety, musiałby to robić dzień i noc, nie mówiąc o tym, że nie miałby czasu nawet spojrzeć na modela – a pełnego portretu człowieka wciąż nie widać.

Widziałaś film „Dziewięć i pół tygodnia”? To jeden z moich ulubionych. Jest tam scena, kiedy pracownica galerii szuka artysty w jego domu. Najpierw idzie do pracowni, sądząc, ze pracuje on nad kolejnym, wspaniałym dziełem, ale tam go nie ma – telefon odłożony. W końcu znajduje go w ogrodowej alejce – siedzi na ławce, trzyma w rękach mokrą rybę i przygląda się odblaskom słońca na jej łuskach, które zmieniają się przy każdym poruszeniu – wciąż są inne i inne. „Niesamowite – widzi pani?” – pyta ją jakoś w ten sposób. Potem jest wernisaż, na którym najmniej ważną rzeczą są wiszące na ścianach obrazy-chwile.