Natura ········


Natura rządzi się sprawdzonymi prawami, przeciwko którym człowiek się buntuje – powiadają, że przez ignorancję. Człowiek jest taką gałązką, z którą na razie nic nie wiadomo – uschnie czy nie. Jeśli będzie rosnąć z gałęzią, z której wyrasta, wtedy przetrwa i zajdzie wysoko. Ludzie są wrażliwi na równowagę, czują ją, chociaż różnie ją nazywają. Las jest najbliższą nam równowagą, która jest w stanie nas zaakceptować, pod warunkiem, że będziemy chcieli być jej częścią. Chcemy tam pójść, bo jest cicho, spokojnie, jest czyste powietrze – ale wszystko to jest jednostronnym ujęciem, lustrem naszych potrzeb. Równie dobrze można powiedzieć, że to las nas woła, żeby nas czegoś nauczyć – jak przewidujący ojciec, który wie, że nauki udzielone dzieciom będą one stosować do niego samego.

Byłem późną jesienią w lesie – w miejscach, gdzie przedtem jeździłem na rowerze. Było mokro, zimno, wiało – nastrój jak w „Wichrowych wzgórzach”. Było pięknie, ale jakby mniej przyjaźnie. Zrozumiałem wtedy, ze mój „las” to tylko moje wyobrażenie, rzeczywistość urobiona pod kątem moich potrzeb. Chyba zawsze dążyłem do zrozumienia tego, bo „obcowałem” z przyrodą o każdej porze roku i doby – nie mogłem tylko tych pojedynczych oglądów połączyć w całość, nie wiedziałem, że można. Istniały „góry zimą”, „góry jesienią”, „góry w nocy, gdy jest potwornie ślisko a ja mam pęknięte dwa żebra” – jakby tych gór było wiele rożnych rodzajów, każdy o innych właściwościach.

Nie jest to też zbiór wszystkich możliwości – taki zbiór nie istnieje, bo każda sytuacja jest nowa i inna. Chcę zatrzymać tę chwilę – fotografuję ją, zapamiętuję, celebruję, maluję, opisuję – a ona i tak ucieka, zastępuje ją inna.