O płaczu ······


„ (…) Z początku, kiedy psychika płacze nieświadomie, nie słyszymy tego płaczu, czujemy tylko bezradność. Dziewczyna dalej płacze. Jej łzy są kiełkowaniem tego, co ją ocali, co oczyści ranę, którą otrzymała. Łzy pełnią potrójną funkcję: przyzywają przyjazne duchy, odpędzają siły, które krępują i tłamszą duszę człowieka oraz leczą rany po zgubnych kontaktach. Łzy naprawiają pęknięcia w psychice, którymi wycieka energia. Łzy budzą świadomość. Ten, kto płacze, nie zapadnie łatwo w sen. Jeśli po płaczu następuje sen, to jest to tylko zasłużony odpoczynek dla fizycznego ciała. Kobiety czasem mówią „Mam dość swojego płaczu, męczy mnie. Chciałabym przestać.” Ale łzy płyną z duszy i to one właśnie ją chronią. Trzeba więc płakać tak długo, jak potrzeba. Niektóre kobiety nie mogą się nadziwić, ile wody może z nich wypłynąć, kiedy płaczą. Ale nie będzie to trwało wiecznie, tylko do chwili, aż dusza wyrazi to wszystko, co w niej tkwi.

Z płaczem prosimy o zmiłowanie boskie, bo na horyzoncie nie widzimy nic – nic, tylko najczarniejsze, najbardziej ponure możliwości – wtedy łzy ocalają nas od zguby i popiołów.

Zdumiewa mnie, jak mało płaczą współczesne kobiety, a jeśli już płaczą, to wstydliwie i jakby przepraszająco. Ubolewania godne, że wstyd lub moda odbierają nam tę naturalną funkcję. Potrzebujemy wilgoci, by stać się kwitnącym drzewem, inaczej poniesiemy klęskę. Płacz jest rzeczą dobrą, zbawienną, słuszną. Nie rozwiązuje dylematów, ale dzięki niemu trwamy, nie upadamy.”

„Biegnąca z wilkami”, Clarissa Pinkola Estes